Odpady medyczne

Artykuł opublikowany został w dwumiesięczniku "Odpady i Środowisko" nr 1/2012

Na terenie kraju funkcjonuje 39 spalarni odpadów medycznych 

ODPADY SZPITALNE – BAĆ SIĘ CZY NIE?

Krystyna Forowicz



W Polsce powstaje rocznie ok. 200 tys. ton odpadów medycznych i weterynaryjnych, większość nie jest groźna dla ludzi ani środowiska, ale prawie 30 tys. ton stanowią odpady zakaźne – z uwagi na obecność bakterii, toksyn lub chemikaliów. Są niebezpieczne. Na terenie kraju funkcjonuje 39 instalacji do ich termicznego przekształcania, co w zupełności zaspokaja nasze potrzeby. Katastrofa ekologiczna nam nie grozi. Nie znaczy to, że branża ta wolna jest od nieprawidłowości.
Stan przestrzegania przepisów przez spalarnie odpadów medycznych nie zawsze jest zadowalający. Zdarza się, że część odpadów odbieranych ze szpitali przez nieuczciwych pośredników wędruje – zamiast do spalarni – na wysypisko lub w inne niewłaściwe miejsce. Lądują w śmietnikach lub przydrożnych rowach. Nie wszystkie firmy sumiennie przestrzegają norm i limitów wynikających z ustaw i rozporządzeń dotyczących ochrony środowiska. Odpady medyczne często są nieodpowiednio zabezpieczone, źle znakuje się pojazdy do ich przewożenia czy wręcz przewozi w nieszczelnych przestrzeniach ładunkowych. A przepisy w tej dziedzinie są szczególnie restrykcyjne.

Jedyna metoda – spalanie

Odpady medyczne nie są one największą grupą w porównaniu z 9,5 mln ton odpadów komunalnych. Powstają nie tylko w szpitalach, także w klinikach specjalistycznych, prywatnych gabinetach lekarskich, stomatologicznych, ambulatoriach, instytutach, laboratoriach badawczych i analitycznych, w punktach weterynaryjnych, zakładach kosmetycznych, przy produkcji leków. Stwarzają zagrożenie, nie tylko z uwagi na możliwość kontaktu z otoczeniem i występujących w nich drobnoustrojów, ale także z powodu udziału w nich przeterminowanych lekarstw. Średniej wielkości zakład opieki zdrowotnej wytwarza rocznie 60 ton odpadów medycznych. Ok. 85% z nich stanowią odpady zakaźne. Jedyną możliwą w tej chwili w Polsce metodą utylizacji zainfekowanych odpadów jest ich spalanie w specjalistycznych spalarniach. Nie wolno też poddawać ich odzyskowi, tzn. niczego z nich produkować. Mówi o tym ustawa o odpadach art. 42. 1a. 
Dr inż. Grażyna Totczyk z Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Uniwersytetu Techniczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy na łamach „Inżynierii Ekologicznej” (Nr 25, 2011) zajmuje się zanieczyszczeniami emitowanymi przez zakłady termicznej utylizacji odpadów medycznych. Zwraca uwagę, że metoda termiczna skutecznie zwalcza mikroorganizmy oraz znacznie zmniejsza objętość i masę odpadów (z 1000 kg nieczystości zostaje 100 kg popiołu). Wadą zaś spalania odpadów jest emisja wielu substancji toksycznych takich jak pyły, SO2, CO, HCl, HF, metale ciężkie oraz chloropochodne węglowodorów tj. dioksyny i furany. 
– Wszystkie procesy termicznej obróbki odpadów powodują emisję zanieczyszczeń do powietrza atmosferycznego. Jednak przy obecnym stanie techniki uciążliwość procesu termicznej utylizacji odpadów dla środowiska może zostać zminimalizowana poprzez stosowanie wysokosprawnych urządzeń filtrujących oraz prowadzenie ciągłego monitoringu jakości spalin – uważa dr Totczyk. 
Zgodnie z wymogami UE wszystkie spalarnie odpadów muszą być wyposażone w system ciągłego monitorowania emisji.

W trosce o środowisko – zamykamy

W latach 90. ubiegłego wieku wybudowano wiele przyszpitalnych spalarni odpadów medycznych. Pracują one według różnych technologii spalania. Różnią się także techniką i technologią systemów oczyszczania spalin. Część z tych instalacji została w ostatnich latach zmodernizowana. Inne – jak pokazała praktyka – okazały się bardziej obciążeniem niż udogodnieniem dla wielu placówek. Przestarzała technologia i coraz większa troska o środowisko spowodowały, że trzeba było podjąć decyzje o ich zamknięciu. Tak się stało np. z wysłużoną spalarnią odpadów medycznych przy Szpitalu Specjalistycznym w Nowym Sączu. Zastępca dyrektora szpitala Marcin Rolka przyznał, że decyzja podyktowana była troską o środowisko naturalne, bo instalacja przestała spełniać normy jakie dziś stawia się tego typu urządzeniom. Przekraczane były emisje szkodliwych substancji, a szpital nie był w stanie prowadzić ciągłego monitoringu ze względu na wysokie koszty, sięgające rocznie nawet miliona złotych. W efekcie decyzją Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego obiekt został wyłączony. Nowa spalarnia jest w fazie projektowania. 
Podobny los spotkał jedyną w województwie mazowieckim spalarnię odpadów medycznych przy ostrołęckim szpitalu. Została zamknięta do odwołania. 
- Kontrole wykazały, że nie spełniała wymogów ochrony środowiska. Przekraczane były normy emisji spalin – wyjaśnia Urszula Łojewska, kierownik ostrołęckiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. 
Nie wiadomo, kiedy spalarnia ponownie zostanie uruchomiona, bo szpital nie ma pieniędzy na modernizację obiektu. O ostrołęckiej spalarni zrobiło się ostatnio głośno za sprawą publikacji ogólnopolskiego tygodnika „Nie”. Pismo Jerzego Urbana, w swoim stylu, napisało, że ostrołęcka spalarnia emituje bardzo groźne dla zdrowia i życia dioksyny i inne równie niebezpieczne substancje.
Do 2006 r. spalarnię miał szpital w Płońsku. Jednak przestarzała instalacja i niewielkie wykorzystanie pieca skłoniły dyrekcję szpitala do niewystępowania o przedłużenie pozwolenia na eksploatację. Jak poinformował Zenon Błaszkiewicz, kierownik działu technicznego szpitala, odbiór odpadów powierzono firmie zewnętrznej. Starych spalarni przyszpitalnych jest coraz mniej. Ich zamykanie wynika najczęściej z braku pozwoleń na dalszą działalność lub ze zwykłego rachunku ekonomicznego. Powstają jednak nowe, nowocześniejsze obiekty.
Taką najnowocześniejszą w Polsce spalarnię odpadów medycznych otwarto w maju ub.r. w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim. W ciągu doby utylizuje cztery tony odpadów, a powstałe ciepło wykorzystywane jest do ogrzewania szpitala. Kosztowała 6 mln zł, sfinansowana została w 85% z Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego ze środków na infrastrukturę ochrony środowiska. Zastąpiła wysłużoną starą spalarnię. Przebudowano ciąg technologiczny do termicznego unieszkodliwiania odpadów oraz pomieszczenia do mycia i odkażania pojemników, a także wyremontowano magazyn na odpady stałe. Wprowadzono też bezściekowy system oczyszczenia spalin i zamontowano kamerę, która monitoruje proces utylizacji odpadów. Wicedyrektor szpitala Kamil Jakubowski zapewnia, że teraz spalarnia spełnia wszystkie normy unijne do 2032 roku. 

Odpady szpitalne mogą być groźne

O tym, że odpady szpitalne trafiają tam gdzie nie powinny najczęściej donoszą media. Miesiąc temu reporterzy z TVN ujawnili 150-tonową hałdę niebezpiecznych odpadów w Krakowie, dokładnie 17 kilometrów od krakowskiego Rynku Głównego. Pokazali tony zakrwawionych bandaży, strzykawek i pooperacyjnych odpadów, fiolki z krwią, ludzkie organy. Na placu przed krakowską spalarnią zalegały worki z dwóch warszawskich i jednego łódzkiego szpitala. W ogóle nie powinny się znaleźć w Krakowie. Powinny zostać spalone w Bełchatowie, gdzie mieści się spalarnia należąca do właściciela zakładu w Krakowie. Jednak zamiast do Bełchatowa odpady przez pół Polski pojechały do Krakowa. Po interwencji reporterów UWAGI ruszyły kontrole i wykazały, że od maja zeszłego roku ponad 400 ton takich odpadów trafiło do Krakowa. Zakład w skandalicznych warunkach przechowywał odpady, przekraczał dopuszczalne normy emisji pyłów, a w listopadzie ub.r. wbrew prawu nie funkcjonowały urządzenia monitorujące ilość wpuszczanych do atmosfery zanieczyszczeń. Za nadzór nad spalarnią odpowiedzialny jest marszałek województwa.
Nie jest to odosobniony przypadek. W styczniu – i tym razem za sprawą dziennikarzy – udało się wykryć na terenie warsztatu samochodowego w Lesznowoli pod Warszawą naczepę i ciężarówkę wypełnione po brzegi czerwonymi workami z odpadami medycznymi. W workach i pojemnikach znajdowały się tkanka ludzka, zakrwawione bandaże, strzykawki i pojemniki z chemikaliami.
Są też inne przykłady niechlujstwa, niefrasobliwości, chciwości, czy zwyczajnie braku świadomości: np. salowa jednego z warszawskich szpitali odpady medyczne i komunalne wrzuciła do jednego worka i wystawiła na tyłach budynku. Gdzie indziej w Gdańsku strażnicy miejscy znaleźli osiem 50-litrowych rozerwanych worków, z których wysypywały się strzykawki z krwią, gaziki, pojemniki na mocz. Wywaliła je firma wywożąca odpady z przychodni. W Narajtach pod Pasymiem (woj. warmińsko-mazurskie) przez kilka lat funkcjonowało nielegalne składowisko odpadów medycznych. Właściciel działki odbierał odpady z kilku szpitali z całej Polski – składował je na swoim terenie, palił albo zakopywał. Zebrało się tego około 60 ton – zużytych strzykawek, igieł, ampułek, bandaży, leków i nieustalonego pochodzenia chemikaliów. Z kolei na prywatnej posesji w Katowicach policjanci odkryli 20 ton niebezpiecznych odpadów medycznych i weterynaryjnych. Nielegalny proceder trwał co najmniej kilka miesięcy. Zatrzymany mieszkaniec Katowic gromadził je w wynajętym przez siebie magazynie, na terenie byłych zakładów chemicznych. Innym razem na tyłach krakowskiego szpitala przy ul. Jaczewskiego znaleziono składowisko odpadów medycznych. Szpitalna spalarnia była od jakiegoś czasu nieczynna, mimo to wciąż przyjmowała nieczystości z pięciu szpitali.
Nierzadko zdarza się, że ilość odpadów dostarczonych do spalarni jest znacznie mniejsza od przekazywanej przez szpital. "Gubią się" po drodze. Włodzisław Ćwiąkalski, prezes Zarządu Stowarzyszenia Termiczne Przekształcanie Odpadów Klub 0,1 w Krakowie proceder ten nazywa "unieszkodliwianiem przez transport". 

Jak to się robi w krajach UE 

Dr inż. Grzegorz Wielgosiński z Politechniki Łódzkiej, z Wydziału Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska, ekspert współpracujący z resortem środowiska jest zwolennikiem termicznego niszczenia niebezpiecznych odpadów. Przyznaje jednak, że w krajach UE stosuje się dwa modele unicestwiania medycznych śmieci. Jeden – reprezentowany głównie przez Niemcy i Austrię polega na ich sterylizacji (dezynfekcji, autoklawowaniu itp.) na terenie szpitala i następnie skierowaniu odpadów po sterylizacji do spalenia w spalarni odpadów komunalnych. W Niemczech tą metodą unieszkodliwia się ok. 98% odpadów medycznych, zaś w Austrii ok. 86%. Dostępne dane o istniejących w Europie spalarniach odpadów komunalnych wskazują, że w wielu krajach jest to przyjęta metoda unieszkodliwiania odpadów medycznych – ich udział w strumieniu odpadów poddawanych spalaniu w spalarniach odpadów komunalnych wynosi przeważnie 0,5–2% (np. Dania, Szwecja). Drugi model to unieszkodliwianie większości odpadów medycznych w specjalnych spalarniach. Obowiązuje on m.in. we Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Holandii, gdzie w specjalnych spalarniach unieszkodliwia się ponad 80% odpadów medycznych i weterynaryjnych. W tych krajach zabronione jest ich spalanie w spalarniach odpadów komunalnych. W pozostałych krajach obowiązuje model mieszany. 
– Wdrożenie w Polsce modelu niemieckiego będzie możliwe dopiero po roku 2013, kiedy (zgodnie z Krajowym Planem Gospodarki Odpadami) powstanie ok. 10 nowoczesnych spalarni odpadów komunalnych – mówi Grzegorz Wielgosiński. Jego zdaniem postulowany przez niektórych specjalistów sposób postępowania z odpadami medycznymi polegający na ich autoklawowaniu (sterylizacji) w celu pozbawienia właściwości zakaźnych i skierowaniu następnie do produkcji tzw. paliw alternatywnych dla np. cementowni jest nie do przyjęcia. W Europejskim Komitecie Normalizacyjnym w 2006 roku została opracowania norma EN-15 359 "Solid Recovery Fuels – specifications and clases" dotycząca tzw. paliw alternatywnych, która stanowi, że "paliwa alternatywne wytwarzane mogą być z odpadów innych niż niebezpieczne pochodzących z gospodarstw domowych i drobnego przemysłu", co wyklucza odpady medyczne, nawet po autoklawowaniu. Paliwa te wytwarzane mają być z tzw. frakcji lekkiej (wysokokalorycznej), wysortowanej ze strumienia odpadów komunalnych (tak jest to rozumiane i realizowane w wielu krajach UE – np. w Niemczech, Austrii, Włoszech, Francji, Danii, Szwecji). 
– Regulacje tej normy mają zostać w najbliższym czasie wprowadzone do prawa europejskiego w postaci nowej dyrektywy – wyjaśniał dr Wielgosiński podczas debaty sejmowej, kiedy dyskutowano czy odpady medyczne spalać, czy wystarczy je dezynfekować.

Problem kiedy komin za daleko...

– Odpady medyczne to jest ogólnopolski problem – przyznaje Janusz Nagnajewicz, prezes Zarządu firmy RAF-Ekologia z Jedlicza (podkarpackie), która zajmuje się unieszkodliwianiem odpadów przemysłowych oraz medycznych i weterynaryjnych. Chodzi o to, że zgodnie z prawem odpady medyczne powinny być unieszkodliwiane na terenie województwa, w którym zostały wytworzone, żeby nie transportować materiału zakaźnego na duże odległości.
– Rozmieszczenie zakładów unieszkodliwiana odpadów w Polsce jest bardzo nierównomierne i zasada bliskości nie może być przestrzegana, i tu tkwi tak naprawdę największy problem – zwraca uwagę prezes Nagnajewicz. Rzecz w tym, że jak wykazały kontrole, po protestach mieszkańców, na teren Podkarpacia trafia o kilka razy za dużo szczególnie niebezpiecznych odpadów ze szpitali i zakładów weterynarii spoza regionu. – RAF-Ekologia utylizuje odpady medyczne jeśli znajdują się one nawet kilka kilometrów poza województwem, są one przywożone i utylizowane w Jedliczu – przyznaje prezes.
Na terenie województwa podkarpackiego działają trzy liczące się firmy zajmujące się utylizacją odpadów medycznych: krakowski Serwimed (ma zakłady w Rzeszowie, Tarnobrzegu i Dębicy), rzeszowski Eko-Top oraz RAF-Ekologia z Jedlicza. Wiadomo, że spalanie odpadów to duży zysk dla firm, ale gdy ich ilość jest zdecydowanie mniejsza od mocy przerobowych spalarni – rodzi się problem. Odpady na Podkarpacie przywożone są m.in. z Lubelszczyzny. W woj. lubelskim nie ma ani jednej spalarni. Podobnie w Opolu, nie ma firmy, która by się tym zajmowała. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego w takiej sytuacji zaleca budowę spalarni w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), czyli budują samorządy we współpracy z prywatnym partnerem. To najlepsze rozwiązanie – zdaniem MRR. W praktyce, niestety, się nie sprawdza.

Ludzie nie chcą żyć przy kominie

Wielu prywatnych przedsiębiorców chętnie zainwestowałoby w spalarnie, ale jest to biznes źle odbierany przez społeczności lokalne, które często protestują przeciwko budowie takich obiektów. Domagają się też zamknięcia obecnie eksploatowanych.  Mają dość życia przy kominie.  
W lipcu ub.r. po raz kolejny protestowali mieszkańcy osiedla położonego niedaleko szpitala w Koszalinie. Wybudowana w 2001 roku szpitalna spalarnia skutecznie zatruwa spokój i radość życia – mówią. Od początku nie godzili się z jej lokalizacją. W 2005 roku założyli stowarzyszenie "Zdrowe powietrze”. Presja Stowarzyszenia miała też dobrą stronę. Dzięki ciągłym monitom do władz WIOŚ i Ministerstwa Środowiska udało się zmusić szpital do unowocześnienia technologii, teraz obiekt stał się mniej uciążliwy dla okolicznych mieszkańców. Mimo to żądania zamknięcia spalarni nie ustają. 
– Naszym głównym celem jest doprowadzenie do likwidacji spalarni – podkreśla prezes Stowarzyszenia Romuald Tabędzki.
Nie chcą u siebie spalarni mieszkańcy Tarnobrzegu. Nie wytrzymują smrodu i huku wentylatorów. Działająca przy Szpitalu Wojewódzkim spalarnia – ich zdaniem – rujnuje im zdrowie. Piszą skargi do resortu środowiska. Domagają się ciągłych kontroli i zapewnień, czy wydobywające się z komina odory mają wpływ na ich zdrowie.
Często nie chodzi wyłącznie o utrudnienia natury zapachowej. Ludzie zwyczajnie nie wierzą w rzetelną pracę kierownictwa obiektów. Nie mamy gwarancji, że filtry będą regularnie wymieniane – mówią. Nie wierzą ekspertom, którzy przekonują, że nie ma się czego obawiać, a zakład nie będzie uciążliwym sąsiadem. Ale bywa, że obiekt jest rzeczywiście utrapieniem dla ludzi i środowiska. Od 2008 r. mieszkańcy Dębicy narzekają na działalność firmy Serwimed zlokalizowanej w środku miasta, na największym osiedlu Słoneczna, na którym mieszka 6 tys. osób. Spalarnia sąsiaduje z kilkoma dużymi firmami spożywczymi. W pobliżu są szkoły, przedszkola, kluby sportowe, stadion lekkoatletyczny. Odpady przywożone na teren zakładu są rozdrabniane i „parzone” w temperaturze 155°C. To za mało – twierdzą. Ponadto produkuje się z nich paliwo alternatywne, które trafia do cementowni gdzieś w Polsce. A przecież ustawa zabrania unieszkodliwiania zakaźnych odpadów w inny sposób niż spalanie. Fetor dokucza dzień i noc. Wprawdzie z filmu, który krąży w internecie trudno wyczuć „siłę” przykrych zapachów, ale głosy rozżalonych mieszkańców zapewne nie zostały wyssane z palca. Lekarze z ZOZ w Dębicy od ponad roku rejestrują nasilenie chorób wśród osób mieszkających w sąsiedztwie spalarni. Przychodzą do przychodni z podrażnieniami gardła, uporczywym kaszlem, zaostrzeniem astmy oskrzelowej, wysypkami skórnymi, alergiami niewiadomego pochodzenia i objawami niewydolności krążenia, zwłaszcza osoby starsze. Dziesięciu lekarzy złożyło w tej sprawie oświadczenie na piśmie.

Kto truje

Spalarnie odpadów, oczyszczalnie ścieków, biogazownie, sortownie śmieci – to obiekty, których coraz więcej powstaje w kraju. Wszędzie budzą gorące protesty. Czy są rzeczywiście uciążliwe dla mieszkańców?
Z tym pytaniem zwróciliśmy się do rzeszowskiej Firmy Usługowo-Handlowej "Eko-Top" Sp. z o.o., która ma spalarnie odpadów medycznych w Rzeszowie, Opolu, Łodzi. Ostatnio przedmiotem ataków zielonej prasy stała się ich spalarnia przy ul Mińskiej 2 w Łodzi, że przestarzała, że nie posiada urządzeń do katalitycznej redukcji tlenków azotu i rozkładu dioksyn i furanów itp. Otrzymaliśmy wyjaśnienie zarządu firmy Eko-Top:
"Funkcjonowanie dzierżawionej instalacji do termicznego przekształcania odpadów w Łodzi przy ul. Mińskiej 2 oparte jest na decyzjach wydanych przez Marszałka Województwa Łódzkiego − z 29 sierpnia 2011 (pozwolenie na wytwarzanie odpadów z uwzględnieniem wymagań przewidzianych dla odzysku i unieszkodliwiania odpadów) oraz z 24 października 2011 (pozwolenie na wprowadzanie gazów lub pyłów do powietrza). Linia technologiczna do spalania odpadów wyposażona jest w: stanowisko do załadunku i rozdrabniania odpadów, piec z komorą spalania z ruchomym rusztem, komorą dopalania, w kocioł odzysknicowy do odzysku energii cieplnej. Instalacja posiada wysokosprawne urządzenia do wychwytywania niebezpiecznych związków z gazów spalinowych powstających w piecu i komorze dopalania tj. układ schładzania spalin za pomocą wtrysku zimnej wody tzw. Quench, wtrysk stałego reagenta wapniowego, pulsacyjny pionowy filtr workowy z tkaniną teflonową, adsorber z węglem aktywnym, który służy głównie do wychwytywania związków chemicznych z grupy dioksyn i furanów. Nowa decyzja nie uwzględnia konieczności posiadania urządzeń do katalitycznego usuwania dioksyn i furanów ze względu na spełnianie standardów emisyjnych w oparciu o adsorpcję na węglu aktywnym − wyniki badań okresowych przeprowadzane dwukrotnie każdego roku od momentu zakończenia prac modernizacyjnych instalacji potwierdzają wysoką skuteczność zatrzymywania tej grupy niebezpiecznych związków. Zastosowany węgiel aktywny o bardzo dużej powierzchni aktywnej w wystarczającym stopniu przyczynia się do spełniania norm emisyjnych. Katalityczne usuwanie dioksyn i furanów z gazów spalinowych stosuje się w instalacjach o dużych przerobach liczonych w tonach odpadu utylizowanego w ciągu godziny pracy instalacji (wydajność naszej instalacji to max 100 kg/godzinę).
Firma Eko-Top zainstalowała w każdej z trzech eksploatowanych instalacji w Polsce niezależny pełny ciągły monitoring emitowanych zanieczyszczeń. Wszystkie wyniki – zarówno z pomiarów ciągłych, jak i okresowych – systematycznie przesyłane są do Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi oraz do WIOŚ w Łodzi. 
Metody alternatywne (proponowane m.in. przez niektóre organizacje ekologiczne, m.in. Ogólnopolskie Towarzystwo Zagospodarowania Odpadów "3 R") dopuszczające sterylizację odpadów medycznych – zdaniem Zarządu firmy Eko-Top – nie mogą być metodą ostateczną utylizacji z wielu przyczyn. W krajach unijnych odpad ten jako odpad kaloryczny nawet po sterylizacji musi trafić do spalarni odpadów komunalnych. Nie może on trafiać do cementowni jako tzw. paliwo alternatywne albo na zwykłe wysypiska odpadów – musi być spalony – tylko wtedy jest absolutna pewność, że bakterie i wirusy itp. nie będą się namnażać i rozprzestrzeniać". Tyle wyjaśnień otrzymaliśmy „u źródła”.
Zdecydowana większość instalacji do termicznego unicestwiania odpadów medycznych (ponad 72%) to urządzenia małe i bardzo małe o wydajności nie przekraczającej 150 kg/h wsadu. Zdaniem Pawła Głuszyńskiego, prezesa Ogólnopolskiego Towarzystwa Zagospodarowania Odpadów wszystkie są niebezpieczne. 

Może być czysto i bezpiecznie

W gliwickim Centrum Onkologii od ponad dwóch lat działa spalarnia, do której trafiają odpady medyczne. Nie skarżą się na nią ani okoliczni mieszkańcy, ani pacjenci. Podobnie w Centrum Onkologii w Warszawie. Wzorcowo prowadzony jest Zakład Utylizacji Odpadów Medycznych przy Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Funkcjonuje od 1996 r. Posiada aparaturę najnowszej generacji sprowadzoną z Australii. Praca jest całkowicie zautomatyzowana, a proces unieszkodliwiania odpadów nadzorowany i monitorowany w sposób ciągły. Spalarnia posiada na kominie czujniki, które co pół godziny kontrolują, co i w jakiej ilości wydobywa się z komina. Szpital udostępnia wyniki tych pomiarów na swojej stronie internetowej.  
Na terenie województwa podlaskiego w ostatnich latach zmodernizowano spalarnie odpadów medycznych przy 4 szpitalach w Hajnówce, w Białymstoku, w Łomży i w Suwałkach. Procesy spalania zachodzą tam zawsze w stałych warunkach, przyjaznych dla środowiska. Nikt nie protestuje. Jest czysto i bezpiecznie.

Kontrole są niezbędne

Z opracowania krakowskiego biura Emipro z roku 2010 na temat stanu istniejących spalarni w Polsce płyną jednak niepokojące wnioski. Na 11 sprawdzonych instalacji 10 nie funkcjonowało właściwie lub było przestarzałych, a stężenia dioksyn w niektórych przypadkach przekraczały o sto tysięcy razy normy emisyjne. Raport zwraca uwagę na niedostateczny nadzór zewnętrzny (WIOŚ) oraz niedostatki  kultury technicznej w badanych obiektach. Potwierdzeniem są przypadki wykonania modernizacji, która spowodowała wystąpienie przekroczeń standardów emisyjnych (przed modernizacją nie było przekroczeń). Krakowska spółka Emipro przeprowadza badania dioksyn i furanów – najgroźniejszych zanieczyszczeń emitowanych przez spalarnie − dwa razy w roku. Obsługuje kilkanaście działających w Polsce spalarni odpadów medycznych.
W styczniu br. w wielu województwach rozpoczęły się kontrole Inspekcji Ochrony Środowiska, dotyczące prawidłowości postępowania z odpadami medycznymi. Kontrolowane są firmy prowadzące działalność polegającą na zbieraniu, transporcie i unieszkodliwianiu odpadów medycznych. Mają na celu ujawnić istnienie instalacji nieodpowiadających normom EU oraz zanieczyszczających środowisko. Inspektorzy na swoich stronach internetowych przypominają o najważniejszych zasadach postępowania z odpadami medycznymi. Zasady te wynikają z ustawy o odpadach oraz wydanych na jej podstawie rozporządzeń wykonawczych, w tym z rozporządzenia Ministra Zdrowia z 30 lipca 2010 r. w sprawie szczegółowego postępowania z odpadami medycznymi. Szczególnej ostrożności i uwagi wymaga postępowanie z odpadami, sklasyfikowanymi jako niebezpieczne, to jest z odpadami zakaźnymi i odpadami sklasyfikowanymi jako chemikalia.
Niezależnie od źródła wytworzenia, odpady te (z wyjątkiem odpadów o ostrych końcach i krawędziach, które zbiera się do sztywnych pojemników jednorazowego użycia) powinny być zbierane do polietylenowych czerwonych worków jednorazowego użycia, nieprzezroczystych, wytrzymałych, odpornych na działanie wilgoci i środków chemicznych, z możliwością jednokrotnego zamknięcia. Chemikalia, w tym m.in. odczynniki chemiczne zawierające substancje niebezpieczne zbiera się do żółtych worków. Niedopuszczalne jest otwieranie raz zamkniętych worków lub pojemników. Każdy pojemnik i każdy worek powinny posiadać widoczne oznakowanie identyfikujące: kod odpadu, dane wytwórcy, data zamknięcia.Inspektorzy przypominają też o obowiązującym zakazie zbierania zakaźnych odpadów medycznych poza miejscami ich wytwarzania. W wyjątkowych przypadkach marszałek województwa może, w drodze decyzji wydawanej na okres nie dłuższy niż jeden rok, zezwolić na zbieranie zakaźnych odpadów medycznych poza miejscem ich powstania.

Bać się czy nie?

O metodach niszczenia zużytych w szpitalach igieł, strzykawek, opatrunków czy przeterminowanych lekarstw wypowiadali się wielokrotnie politycy, eksperci, naukowcy oraz posłowie podczas debat sejmowych. Temat zawsze wywoływał gorące spory. Ówczesny wiceminister środowiska Bernard Błaszczyk starał się gasić emocje i na spotkaniach podkreślał: 
– Metody termicznej utylizacji odpadów należą, wbrew potocznej opinii, do bezpiecznych i przyjaznych dla środowiska, pod warunkiem zachowania wymaganych reżimów technologicznych, prawnych, a także odpowiedniej technologii oczyszczania spalin. 
Dr Grzegorz Wielgosiński zaś zapewnia: – Kominy spalarni odpadów medycznych są czystsze niż w elektrociepłowniach, a poziom dioksyn – niezauważalny. 
Prawidłowe gospodarowanie odpadami medycznymi poprzez ich właściwe gromadzenie, magazynowanie, transport i bezpieczne unieszkodliwianie jest jednym z ważniejszych problemów, z którym muszą dziś zmierzyć się menedżerowie jednostek ochrony zdrowia.

Krystyna Forowicz

 
Wróć do poprzedniej strony

top 

 

logo 3 MALE

Klub Publicystów Ochrony Środowska EKOS zaprosił wszystkich dziennikarzy do udziału w konkursie "Dziennikarze dla klimatu". Główna nagroda wynosi 20.000,- zł.

Dokładne informacje można uzyskać na stronie konkursu:  www.dziennikarzedlaklimatu.pl.