ROK KATAKLIZMÓW

Artykuł opublikowany w dwutygodniku "Środowisko" nr 1/2012

Ponad tysiąc kataklizmów spadło na Ziemię, rekordowe szkody w gospodarce


NAJGORĘTSZY ROK


Krystyna Forowicz


W 2011 roku odnotowaliśmy rekordową liczbę tornad, niespotykanych rozmiarów powodzie, trzęsienia ziemi, niepokojące erupcje wulkanów oraz tsunami w Japonii, którego nikt z nas nie zapomni. Dlaczego tak dużo kataklizmów było w 2011 roku? Przyczyn nie należy szukać w niebie. W światowej maszynerii klimatycznej panuje bowiem coraz większy rozgardiasz. Rabunkowa gospodarka w lasach Amazonii, zanieczyszczone powietrze i coraz większe zagrożenie wynikające z efektu cieplarnianego – to największe plagi współczesnego świata. Tej sytuacji nie zdołały zmienić światowe konferencje ani zwołany pod koniec roku szczyt klimatyczny w Durbanie.





Kataklizmy coraz więcej nas kosztują

W ciągu ostatnich trzech lat nastąpił wzrost liczby kataklizmów naturalnych powodujących zniszczenia większe o nawet 250% – oceniają naukowcy z Munich Re – największego reasekuratora na świecie. Tylko w pierwszej połowie 2011 r. szkody spowodowane przez katastrofy naturalne kosztowały światową gospodarkę prawie 350 miliardów dolarów. Jeszcze nigdy nie były tak wysokie. Miniony rok można uznać za najbardziej kosztowny w historii. Dotychczas najwyższe szkody katastrofy naturalne spowodowały w 2005 r. – 220 mld dolarów za cały rok. Munich Re każdego roku publikuje raporty o klęskach żywiołowych. Dyrektor finansowy firmy Jörg Schneider przyznał, że na mniejsze zyski osiągnięte w III kw. 2011 r. wpłynęły obciążenia katastrofami naturalnymi. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku naliczono ich 355. Zdecydowanie numerem jeden na liście najbardziej kosztownych kataklizmów jest trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii. Oszacowano je na 210 mld dolarów. Trzęsienie ziemi o sile 9 w skali Richtera, najsilniejsze, jakie kiedykolwiek wystąpiło w Japonii (sejsmolodzy podkreślają, że od co najmniej 300 lat nie było w tym kraju wstrząsu powyżej 8 stopni), jest najdroższą katastrofą naturalną w historii – droższą nawet niż huragan Katrina z 2005 r., który spowodował wówczas szkody w wysokości 125 mld dolarów – oceniają eksperci Monachijskiego Towarzystwa Reasekuracji.

Trzęsienia ziemi, sztormy, powodzie

W mijającym roku świat nawiedziło prawie tysiąc większych katastrof. W ostatnich latach było ich 530–600. Najczęściej planetę nawiedzały trzęsienia ziemi (było ich 368), sztormy (było ich 240), powodzie (189), pęknięcia i osuwiska ziemi (74). To one spowodowały 85% strat w gospodarce. Stanowią też blisko 90% odszkodowań wypłaconych przez ubezpieczycieli. Pozostałe znaczące zdarzenia to: wybuchy wulkanów (246), cyklony i burze tropikalne (ponad 120). Inne (474), jak pożary lasów, susze, upały, gwałtowne i niespodziewane przymrozki oraz lawiny – wszystkie miały także wpływ na zniszczenia w środowisku w 2011 roku. 
Wysokie szkody spowodowało trzęsienie ziemi w Nowej Zelandii 22 lutego, liczne tornada nad południem i środkowym zachodem Stanów Zjednoczonych w kwietniu i maju oraz powódź i przejście cyklonu nad australijskim stanem Queensland na początku roku. W styczniu powodzie, które zdewastowały rozległe terytoria Australii włącznie z trzecim największym miastem kraju – Brisbane będą zapewne najbardziej kosztowną klęską naturalną w historii kraju. Najgorsza od 50 lat powódź w stanie Queensland spowodowała zniszczenia szacowane na około 10 mld USD, czyli 9,8 mld dolarów australijskich. 
W samej Europie nie bez efektu pozostanie kilkumiesięczna susza, zwłaszcza we Francji, Niemczech, Szwajcarii i Anglii. W XXI wieku, mimo wspaniałego rozwoju technologii, nie potrafimy ograniczyć niszczycielskich skutków tych żywiołów.

A co z Polską? 

W istocie, nasz kraj wyróżnia się pod tym względem pozytywnie wśród krajów Europy, zwłaszcza Europy południowej, nie wspominając już o krajach pozaeuropejskich, gdzie według statystyk następuje około 90% wszystkich katastrof naturalnych na Ziemi. W Polsce wiele zagrożeń nie występuje (np. tsunami czy erupcje wulkanów). Wielkie trzęsienia raczej nam nie grożą. Polski nie przecinają bowiem granice płyt tektonicznych. Najbliższa taka strefa przebiega przez kraje śródziemnomorskie. Do nas docierają jedynie dalekie echa tej podziemnej bitwy. Jak podaje prof. Zbigniew Kundzewicz, klimatolog, przewodniczący Komitetu Badań nad Zagrożeniami przy Prezydium PAN, najczęstszą przyczyną katastrof naturalnych są w Polsce zjawiska ekstremalne związane z pogodą (mrozy, fale upałów, susze, pożary lasu, wichury, sztormy, ulewne deszcze, powodzie, gradobicia, obfite opady śniegu, osuwiska, lawiny śnieżne i błotne, mgła, szadź, gołoledź i uderzenia piorunów). W ostatnich latach wystąpiły u nas ekstremalnie silne burze i wiatry, które wyrządziły znaczne szkody w drzewostanie i infrastrukturze. W wysokich górach, w Tatrach i Karkonoszach zagrożenia spowodowane są lawinami śnieżnymi, które niemal co roku powodują ofiary w ludziach. Coraz częściej degradują tereny osuwiska w różnych regionach. Niektóre powstają nagle, inne są powolne, ledwie zauważalne. Zdecydowana większość osuwisk znajduje się w Karpatach, ale można je również spotkać na wybrzeżu Bałtyku, w dolinach dużych rzek oraz tam, gdzie rzeki tworzą głęboko wcięte doliny o stromych zboczach. Nie powodują tak wiele przypadków śmierci jak np. powodzie. Są jednak kosztowne. 
– Największym, dość często występującym, problemem są zjawiska ekstremalne związane z wodą – susze i powodzie – mówi prof. Zbigniew Kundzewicz. W ciągu ostatnich 60 lat zjawisko powodzi w Polsce wystąpiło około 600 razy, a w ostatnich latach czterokrotnie mieliśmy do czynienia ze znacznymi powodziami – w 1997 r., 2002 r. i 2009 r. w maju i czerwcu, a potem w sierpniu 2010 r. Poważne straty przynosi brak wody. Klęską może być nie tylko nadmiar śniegu, ale także dotkliwy jego brak. Coraz częściej mamy ciepłe i bezśnieżne zimy.

Katastrofa za katastrofą

Ponad tysiąc osób zaginęło po przejściu tropikalnej burzy Washi i powodzi na południu Filipin. Burza tropikalna przeszła nad wyspą Mindanao wieczorem 16 grudnia. Po niej nadeszły powodzie. Północno-wschodnia część Kostaryki stoi w wodzie. Na skutek silnych opadów deszczu wylały tamtejsze rzeki, zmuszając do ewakuacji ponad tysiąc osób. Na irlandzkich wodach zarejestrowano po raz pierwszy falę dochodzą do 20 m wysokości, najwyższą w historii pomiarów. Ostatnio północno-zachodnią Europę nawiedza orkan za orkanem. Wiatr w porywach przekracza 150 kilometrów na godzinę, padają ulewne deszcze i śnieg. Mieszkańcy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii liczą straty po grudniowych nocnych wichurach. Mocniej wiało też w Portugalii i Hiszpanii. Przed Świętami Bożonarodzeniowymi Francję nawiedziła potężna wichura. Na Wybrzeżu wiatr wiał z prędkością do 120 km/h. 
Co najmniej 15 osób zginęło na skutek osunięcia się zbocza po długotrwałych deszczach w Kolumbii, przy granicy z Ekwadorem. W ostatnich trzech miesiącach na skutek ulewnych deszczów, typowych o tej porze roku w Kolumbii, zginęło już ponad 140 osób. Lawiny błotne wymusiły racjonowanie wody wśród mieszkańców. Ogłoszono stan wyjątkowy.
Susza w Teksasie trwa już rok. Przez ten czas zdążyła wyschnąć spora liczba studni, a jeziora i rzeki zaczęły znikać. Sytuację pogorszyły jeszcze gigantyczne pożary, które trawiły latem lasy. Szansą są opady deszczu, które pojawiły się w ostatnich tygodniach. Kenia, do niedawna nękana przez najgorszą suszę od dziesięcioleci, od końca listopada cierpi na skutek silnych opadów deszczu. Powódź zabiła już 15 osób na zachodzie kraju, 5 tys. rodzin pozostaje bez dachu nad głową. Powódź dopełnia strat, powstałych w wyniku kilkumiesięcznej suszy ocenionej wówczas na 11 mln dolarów. Także Somalię i Etiopię nawiedziła w tym roku najgorsza od 60 lat susza, wywołując głód w części południowej Somalii i zmuszając setki tysięcy osób do opuszczenia swoich domów w poszukiwaniu wody i pożywienia. 
Stany Zjednoczone nawiedziło od stycznia 2011 roku aż 10 katastrof naturalnych. To nowy rekord. Rozmiar strat szacuje się na 175 mld dol. W ciągu tego roku kraj został dotknięty ponad 37-stopniowymi upałami, suszami, pożarami, pięcioma tornadami, wylaniem dwóch wielkich rzek (Missouri i Missisipi) oraz śnieżycami.  
– Zmiany klimatu wpływają na wzrost ryzyka powstawania katastrof naturalnych. Zwiększa się jednak nie tyle ich liczba, co intensywność – mówi prof. Zbigniew Kundzewicz. – Dotyczy to nie tylko Stanów Zjednoczonych. Wiele wskazuje na to, że huragany są i będą o wiele mocniejsze.
Kataklizmy od wieków nawiedzały Ziemię, ale w latach poprzednich nie były tak częste i tak dotkliwe. Teraz jest inaczej. Coraz bardziej zagrażają ludziom. W ciągu 11 miesięcy 2011 roku w wyniku klęsk i katastrof straciło życie około 30 tys. ludzi, z czego większość w Japonii – podaje Swiss Re, szwajcarska firma ubezpieczeniowa. Według Kurta Karla, głównego ekonomisty Swiss Re, 2011 rok zapisze się w pamięci jako jeszcze jeden rok naznaczony tragicznymi trzęsieniami ziemi o kosztownych konsekwencjach.

Co było, może się powtórzyć 

Naukowcy z Munich Re prognozują, że zmiany klimatyczne będą przyczyną wielu jeszcze ekstremalnych wydarzeń. Do końca tego stulecia liczba tropikalnych cyklonów może ulec podwojeniu. Musimy liczyć się ze wzrostem katastrof. Z kolei raport ONZ i Banku Światowego opublikowany w listopadzie 2010 r. podaje, że katastrofy i klęski żywiołowe w rodzaju huraganów, trzęsień ziemi i powodzi będą coraz częstsze i do roku 2050 mogą dotknąć 1,5 mld ludzi, zwłaszcza w wielkich miastach. 
– Straty będą coraz większe, ponieważ rozwój gospodarczy powoduje, iż coraz więcej ludzi i dóbr materialnych skoncentrowanych jest na stosunkowo niewielkich przestrzeniach. Ludzie, w miarę bogacenia się, mają coraz więcej do stracenia – powiedział Apurva Sanghi, jeden z autorów raportu. Dlatego nawet wydarzenia mniejszej stosunkowo skali mogą obecnie przynieść wielkie straty.
Szczyt klimatologów w Durbanie na początku grudnia nie przyniósł dość skutecznych rozwiązań w zatrzymaniu globalnego ocieplenia. Od wielu lat klimatolodzy, firmy ubezpieczeniowe apelują o to, by podjąć działania zapobiegawcze i zmniejszające ryzyko wystąpienia tych zjawisk, które niestety są dziełem człowieka.

Dziwactwa pogody dają się we znaki

27 grudnia 2011 r. agencje prasowe donoszą: "Obfite opady śniegu w Moskwie trwają od tygodnia. Tegoroczny grudzień może być najcieplejszy od co najmniej 113 lat. W stolicy Rosji zanotowano średnią temperaturę miesiąca na poziomie 4,1oC. Poprzedni rekord padł w 1898 roku, kiedy na termometrach moskwiczan było 3,3oC. Typowa, średnia temperatura w grudniu dla Moskwy wynosi -7,4oC. Wyspy Brytyjskie w te święta miejscami pobiły rekord ciepła. Najcieplejszym miastem Wielkiej Brytanii było szkockie Dyce, gdzie termometry odnotowały 15,1oC. W południowej Szwecji pod wpływem wysokiej, jak na tę porę roku, temperatury zaczęły rosnąć dzikie truskawki".
Podobna sytuacja jest w Polsce. Na przełomie października i listopada nękały nas biedronki (rodzime gatunki i przedstawiciele gatunków azjatyckich). Pojawiły się wyjątkowo licznie na terenie całego kraju. Na Śląsku i w Zagłębiu stały się prawdziwą plagą. Obecnie, na cztery dni przed nowym rokiem 2012 na Dolnym Śląsku przewiduje się temperatury ponad 10oC. Na łąkach wyrosły stokrotki. Rolnicy z niepokojem patrzą na zieleniejące się pola. Czy to oznacza, że zimy już nie będzie?
Zdaniem dr. Aleksandra Grzelaka i dr. Sebastiana Stępnia z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w ostatnim czasie w naszym kraju pogoda diametralnie zmieniła swoje oblicze. Prawdopodobny scenariusz zmian klimatu w Polsce przewiduje dalszy wzrost średniej rocznej temperatury o około 2–4oC do końca stulecia, wynikający przede wszystkim ze wzrostu temperatury okresu zimowego. Zaś wzrost temperatury tylko o 1oC przyspiesza dojrzewanie podstawowych zbóż, ale również chwastów i szkodników, których uciążliwość może się zwiększyć. 
Nietypowe zjawiska pogodowe nie przestają nas zadziwiać. W lipcu, w Afryce (RPA) spadł śnieg.

Winna m.in. wycinka lasów

Gazów cieplarnianych, które przyczyniają się do globalnego ocieplenia jest w atmosferze coraz więcej. Ich ilość pobiła w 2011 r. kolejny rekord, przekraczając poziom z najczarniejszych prognoz naukowców – podała działająca przy ONZ Światowa Organizacja Meteorologiczna. W ciągu dwudziestu ostatnich lat światowa emisja CO2 zwiększyła się dwukrotnie. Powietrze nigdy nie było aż tak zanieczyszczone. Ilość obecnego w atmosferze podtlenku azotu wzrosła od tamtej pory o 20%, poziom dwutlenku węgla zwiększył się natomiast o 39%, a metanu aż o 158% – podała WMO. Raport meteorologów winą za sytuację obarcza przede wszystkim spalanie paliw kopalnych, masową wycinkę lasów oraz rolnictwo, będące źródłem emisji metanu – jednego z najbardziej groźnych gazów szklarniowych. 
– Nawet gdybyśmy zdołali powstrzymać dzisiaj emisję gazów cieplarnianych, choć wciąż nam do tego daleko, gazy już obecne w atmosferze przetrwają przez kolejne dziesięciolecia i będą naruszać chwiejną równowagę klimatu na Ziemi – powiedział szef WMO Michel Jarraud. 
Od lipca 2010 do lipca 2011 r. tropikalne połacie Ameryki Południowej straciły 2654 km2 lasów. Jak poinformował brazylijski Narodowy Instytut Badań Kosmicznych (INPE) wycinka lasów w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosła o 15%. Lasy mogą ochronić przed falami tsunami, zmniejszać powodzie i zapobiegać lawinom ziemnym.

Niegrzeczna dziewczynka

O ile w poprzednich latach klimatolodzy obwiniali za wybryki pogodowe El Niño – ciepły prąd morski w równikowej strefie Pacyfiku, płynący między Ameryką Południową i Australią, o tyle w tym roku za winowajczynię uznali jego „siostrę” – zimny prąd morski La Niña (La Niña – znaczy mała dziewczynka) powiązany z ekstremalnymi warunkami pogodowymi w basenie tropikalnej części Pacyfiku, Azji, Ameryki Południowej i Afryki. La Niña niespodziewanie uformowała się w drugiej połowie 2010 roku. Zjawisko to, tym razem zaliczane do najsilniejszych na przestrzeni ostatnich 60 lat, ma ścisły związek z suszą w Afryce Wschodniej, na wyspach w równikowej strefie Pacyfiku i USA oraz z poważnymi powodziami w innych częściach świata. Według danych Munich Re, szkody związane ze zjawiskami pogodowymi rosną szybciej niż te, spowodowane erupcjami wulkanów czy trzęsieniami ziemi. Także szkody materialne rosną szybciej niż liczba ludności i produkt globalny. A straty ubezpieczone wzrosły jeszcze bardziej, bo 17-krotnie, a więc szybciej niż wysokość składek ubezpieczeniowych. Czy firmy ubezpieczeniowe zaczną bankrutować?

Dlaczego tak się dzieje

– Na świecie jest coraz goręcej, bieżący rok to jeden z najcieplejszych od lat. Rosnące temperatury przyniosą więcej powodzi i susz na Ziemi. Ryzyka nie da się zmniejszyć do zera. Nie wszyscy jesteśmy tego świadomi, ale żyjemy z ryzykiem –  uważa prof. Zbigniew Kundzewicz. 
Ekstrema klimatyczne mogą być częstsze i silniejsze. Naukowcy wciąż zastanawiają się nad przyczynami takich zjawisk. Bezpośrednimi skutkami podwyższonych temperatur jest wzrost poziomu morza, topnienie czap lodowych, wyjątkowo upalne lata i zimy bez śniegu, nieregularne opady deszczu powodujące susze na jednych obszarach i powodzie na innych, a także ogólny wzrost intensywności  ekstremalnych zjawisk pogodowych. Prof. Ludwik Tomiałojć z Muzeum Przyrodniczego Uniwersytetu Wrocławskiego, zwrócił uwagę, że w pewnym stopniu to ludzie są twórcami pogody. Powołując się na symulacje przeprowadzone w centrach meteorologicznych, profesor stwierdził, że ok. roku 2050 wpływ ludzkości na klimat przewyższy wpływy naturalne. 
Stabilność Ziemi się rozpada… w złą stronę idą procesy biosfery regulujące życie. Jesteśmy w samym środku unikalnego i bezprecedensowego kryzysu planetarnego – wieszczą niektórzy. 

Krystyna Forowicz

 
Wróć do poprzedniej strony

 

anim-675x250pop 

1 

 

 logo 3 MALE

Klub Publicystów Ochrony Środowska EKOS zaprosił wszystkich dziennikarzy do udziału w konkursie "Dziennikarze dla klimatu". Główna nagroda wynosi 20.000,- zł.

Dokładne informacje można uzyskać na stronie konkursu:  www.dziennikarzedlaklimatu.pl.